Po gwałtownych wydarzeniach poprzedniego dnia drużyna pozwoliła sobie na świętowanie swych bohaterskich czynów przez większą część nocy. W końcu nie co dzień jest się bohaterem. W efekcie poranek był ciężki i tylko niejasne poczucie obowiązku wygnało przyjaciół z gospody. Kiedy to się wreszcie udało ruszyli do portu, w którym spodziewali się spotkać Alrahama.
Tak było w istocie - stal on wraz z Wulfem i młodą wysoką elfką. Kiedy Drużyna podeszła do nich odezwał się.
- Witajcie przyjaciele! Mam dla Was świetne wieści - na wieść o Waszej wyprawie zgłosiła się grupa kolonistów, którzy chcą nieść światło cywilizacji w dzikie ostępy ...
- Koloniści się przydadzą, w końcu chcemy założyć nowe osady w nieznanych krajach - potwierdził Mabufang ...
- A ta tutaj to kto!? Niezbyt grzecznie, zapewne z powodu męczącego go kaca - zapytał Tzinhorn
- To Golum - elfka która chce przyłączyć się do Waszej wyprawy - wyjaśnił Alraham, wskazując na postać, która uprzejmość Tzinhorna zbyła wytwornym ukłonem i błyskiem w oku - przyjmiecie ją?
- Dodatkowa racja żywnościowa zawsze się przyda - mruknął pon nosem Dargoth, ale Mabufang przejął inicjatywę:
- Możesz do nas dołączyć jeśli masz czyste zamiary ...
- Zapewniam Cię, że tak Mabufangu...
Dalsza rozmowa toczyła się już w drodze do pobliskiego kupca, u którego Drużyna uzupełniła zapasy oraz ekwipunek (plecaki, latarnię, lekką zbroję dla Tzinhorna). Po zapłaceniu rachunku przyjaciele wsiedli na statek i żegnani przez Alrahama i jego Szkarłatne Tarcze wypłynęli z portu.
W trakcie rejsu Dargoth nudził się wyjątkowo, a że od kilkudziesięciu godzin nikomu nie przylał w którymś momencie uznał za obraźliwy dla swej osoby sposób w jaki Golum wpatrywał się w morze - i jej po prostu przylał. Tzinhorn i Mabufang rozdzielili ich bo elfka już sięgała po nóż a Dargoth po topór i wyjaśnili nowemu członkowi wyprawy że taka przyjacielska fanga w nos od Dargotha to element jego stylu życia i jest najwyższym wyrazem uznania dla elfów i elfek w szczególności ...
Po dwóch dniach rejsu sokół Tzinhorna zasygnalizował niebezpieczeństwo. Morgan również jako stary wilk morski wiedział że zbliża się burza. Mabufang nalegał by gnać na pełnych żaglach ale Morgan postawił na swoim i w końcu zrefowali żagle - w sam czas bo fale zaczęły już przelewać się przez pokład i jeden z żagli został porwany w strzępy. Jak się okazało morska woda zniszczyła część zapasów. Dodatkowo konik Goluma zamknięty w ładowni zaczął szaleć pod pokładem i nie dał się uspokoić ani załodze ani nawet Golumowi - dopiero przypadkiem udało się to Tzinhornowi (który zawsze w kieszeni nosił kilka kostek cukru na pokrzepienie a teraz się nimi podzielił z konikiem).
Z tego wszystkiego najmniej zadowolony był Dargoth bo najwyraźniej zaczęło mu się roić że Drużyna pozwoli jemu uspokoić konika - przy pomocy jego własnych wyrafinowanych metod. Ale nic z tego i Dargoth był zły ... co w sumie było normą ...
Ponieważ burza przybierała na sile Morgan płynął w kierunku pobliskiego brzegu gdzie wpłynął do bezpiecznie wyglądającej zatoczki. Okazało się że na brzegu zatoki jest jakaś osada, ponieważ jednak przyjaciele uznali że bezpieczniej będzie by na zwiad popłynął Dargoth (bo już zaczynał szukać zwady, a poza tym przeczucie Tzinhorna podpowiadało by to on popłynął na brzeg).
Jak się okazało słusznie, bo wioska należała do wolnych orków z którymi Dargoth nie tylko się o dziwo nie pobił ale nawet wycyganił od nich zapasy suszonej wołowiny dając im w zamian sztukę złota. Był tak przyjacielski że nawet przez chwilę zastanawiał się nad przekazaniem orkom w darze swego zestawu do tortur ale tu zaprotestowała cała Drużyna pamiętająca efektywność tych uroczych małych obcążków i pięknie błyszczących ostrzy. W wiosce było miło ale kiedy Dargoth zorientował się że przyjacielscy orkowie wobec elfów są przyjacielscy w znacznie mniejszy stopniu wrócił na statek i zasugerował wypłynięcie zwłaszcza, że burza już przycichła.
Kolejnego dnia rejsu na horyzoncie zamajaczył kolejny ląd, a że najwyższy czas było uzupełnić zapasy słodkiej wody Morgan skierował statek na ląd.
Kiedy przybili do brzegu Golum wypuścił swego konika na plażę, gdzie ten szalał do woli. Wszyscy patrzyli na brykania konika z przyjemnością i tylko Dargoth mruczał coś pod nosem. Po chwili Drużuna ruszyła w głąb lądu - Golum na koniku, reszta za nimi. Roślinność na wyspie była bujna i przyjaciele podziwiali nieznane sobie rośliny. Nawet Dargoth wzruszył się na widok jakiegoś kwiatu z pięknymi owocami - może dlatego, że zauważył jak kwiat w pewnym momencie otworzył swój kielich i dosłownie połknął przelatującego obok ptaka - drapieżny kwiatek? To coś dla orka ...
Gdy wyprawa przedzierała się przez gęstniejące zarośla Tzinhorn ostrzegł przyjaciół - Czuję niebezpieczeństwo! Przyjaciele chwycili za broń i akurat w tym momencie wokół nich pojawiła się grupa ośmiu dziwnych stworów - wyglądały trochę jak ogromne żaby, chodzące w postawie pionowej z ogromną ilością drobnych, ale ostrych jak brzytwa zębów. Wyłupiaste oczy jak u ryby umiejscowione były z obu boków głowy, a na grzbiecie widoczne były wypustki zakończone kolcami. W łapach stwory dzierżyły prymitywne włócznie i charcząc i plując podskakiwały i coraz bardziej zbliżały się do wędrowców.
Kiedy jeden z nich zbliżył się za blisko przyjaciele nie wahali się zbyt długo - Mabufang chwycił kuszę i bełt przebił gardło najgłośniej charczącego stwora, Golum również strzelił ale niecelnie, Tzinhorn ze swego łuku przeszył kolejnego. Dargoth z radością i toporem rzucił się na całą grupę stworów na samym początku rozłupując dwa z nich jednym ciosem swego topora.
Rozpętała się gwałtowna walka podczas której wszystkie poza jednym stworem zostały zabite ale i po stronie Drużyny nie obyło się bez strat - jedna z włóczni trafiła idealnie między płyty pancerza Dargotha i ten został zraniony. Mimo opatrzenia rany przez Mabufanga widać było że rana może być poważna - Diabli wiedzą czy te stwory nie mają jakiegoś jadu - powiedział drużynowy medyk Mabufang.
Ostatni, związany stwór charczał coraz bardziej wydając dźwięki zupełnie niezrozumiałe - przesłuchiwanie go było więc zupełnie nieskuteczne. Został więc związany, zakneblowany i wrzucony na grzbiet konika - może uda się go zrozumieć przy pomocy załogi Morgana, która zwiedziła wiele nadmorskich krain. Choć stwór budził obrzydzenie widać było że jest istotną myślącą i wędrowcom właściwie tych zabitych stworów - nie mieli jednak wyjścia bo wyglądało że zamiary ich nie były przyjacielskie. Obawiając się spotkania z liczniejszymi pobratymcami troglodytów (tak ich nazwał Mabufang, a Tzinhorn wyśledził w pobliżu ich wioskę) Drużyna szybko zwinęła się na statek po drodze odnajdując jeszcze źródło słodkiej wody i uzupełniając jej zapas. Dla bezpieczeństwa Morgan wyprowadził statek na środek zatoki i rzucił kotwicę. Ponieważ zaczynało się ściemnić Mabufang wyznaczył wartę i przyjaciele udali się na spoczynek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz