sobota, 20 sierpnia 2016

Sesja 2 - Zamach

Drużyna wyruszyła w podróż do Lieberpesti w swoim nowozdobytym slupie „Delarine”. Na samym początku rejsu okazało się, że Tzinhorn raczej do doświadczonych matrosów nie należy i przez całą drogę rzygał jak kot.

Kiedy Morgan zameldował w kubryku że zbliżają się do Lieberpestii, drużyna wyszła na pokład. Po chwili Mabufang powiedział do reszty:
- Czy mi się wydaje, czy na horyzoncie widać jakieś dymy?
- Tam właśnie jest Leberfest – zwrócił uwagę Morgan
- Coś się tam dzieje – może nie będziemy się afiszować wpływając do portu na pełnych żaglach?
- Znam tu niedaleko spokojną zatoczkę, gdzie można spokojnie wylądować bez zwracania większej uwagi – dorzucił Morgan.


Po wylądowaniu drużyna ruszyła do miasta, jednak kiedy zbliżyli się do bram miasta zauważyli, że te są zamknięte a w pobliżu kręcą się żołnierze w szkarłatnych mundurach. Tzinhorn ruszył na zwiady. Przy bramie zauważył, że na blankach ukryte są zwłoki ubrane w nieznane mu mundury w barwach czarnych i białych. Było już za późno na odwrót gdyż zainteresowali się nim strażnicy. Po krótkim przesłuchaniu kiedy już oglądał się przez ramię jakby tu dać drapaka niespodziewanie jeden ze strażników rozpoznał ich i powiedział że jest od Alrahama.

Przedstawił im sytuację – Marvo dokonał przewrotu w mieście i teraz rządzi samodzielnie w mieście, urzędując w pałacu i obiecał zaprowadzić go do Alrahama. Po drodze do niego cała grupa napatoczyła się na żołnierza w widzianym już wcześniej czarno-białym mundurze. Ponieważ żołdak był nieco wstawiony, wokoło nie było żywej duszy, a Dargoth od dawna nikomu nie przywalił – teraz się nie powstrzymał. Po kilku ciosach wojak siedział lekko ogłuszony, związany w jakiejś komórce przy bocznej uliczce.

Po niedługim ale dość intensywnym przesłuchaniu, w którym najpierw wojak stracił kilka zębów, potem odrzucił ofertę i ostatecznie skończył rozpłatany toporem Dargotha. W efekcie przesłuchania dowiedzieli się, że Marvo mianował się królem, a jego obstawę stanowi czterech Gwardzistów którzy nie odstępują go na krok. Ich znakiem rozpoznawczym są złote maski i znane już mundury.

Kiedy wreszcie drużyna dotarła do kwatery Zakonu zajął się nimi Zbrojmistrz Wulf, który zaprowadził ich do samego Alrahema zajętego wydawaniem rozkazów swoim oddziałom. Na widok ekipy zwrócił się do nich:
- Cieszę się, że Was widzę. Pewnie myśleliście, że nie wiedzieliśmy o Waszej wyprawie do Dalii ale spokojna głowa – nasi telepaci wszystko nam powiedzieli …
- To powiedzieli też, że zamierzamy Wam pomóc więc możemy skończyć tę konwersację i zająć się robotą, którą mamy do wykonania … - Mabufang
- Słusznie – nikt z nas nie ma czasu. Omówmy więc plan – dziś wieczorem szturmujemy twierdzę, przydacie się … - zaczął Alraham …
- A może jednak zrobimy to inaczej … z całej naszej trójki do szturmowania murów twierdzy nadaje się tylko Dargoth. Za to jako cała ekipa mamy inne umiejętności, które można byłoby wykorzystać lepiej niż frontalny atak … - zaprotestował Mabufang.
- Co proponujecie?
- Może jest jakieś inne wejście, którym moglibyśmy się wślizgnąć …
- W sumie jest. Ale niebezpieczne – od strony klifu do pałacu prowadzą stare tunele … Ale nikt tam od dziesiątków lat nie zaglądał – tam dzieją się dziwne rzeczy wtrącił Wulf …
- Skoro to jedyna szansa … - pójdziemy tamtędy zadecydował Mabufang
- Weźcie ze sobą ten łuk – to „Strzał Wolności” – przebije każdą zbroję …

Po kilku godzinach korzystając z ciemności „Delarine” podpłynęła do klifów przy pałacu. Tzinhorn korzystając ze swej zręczności wspiął się na skały i pomógł wejść reszcie drużyny. Na górze spiskowcy natknęli się na zamknięte stare wrota. Korzystając z wytrycha Tzinhorn otworzył je i wprowadził przyjaciół do środka. Za drzwiami korytarz wionął ciemnością i niebezpieczeństwem. Po kilku krokach znaleźli pochodnie i kiedy rozpalili je ich oczom ukazał się przerażający widok – ogromna sala wypełniona różnymi urządzeniami do zadawania bólu – klasyczna sala tortur. Wszędzie walały się kości, czaszki a co gorsza na niektórych urządzeniach, których przeznaczenia można było się tylko domyślać, leżały zwłoki … niek™óre niestety całkiem świeże …

Pomimo ponurego otoczenia drużyna przeszukała salę – Mabufang znalazł magiczną tarczę, Tzinhorn sakiewkę z 25 sztukami złota, a Dargoth nie posiadał się z radości podziwiając swój piękny zestaw małego torturmistrza – kilkadziesiąt noży, igieł, dłut, obcęgów, zgniataczy i innych drobnych – wszystko pięknie zapakowane w wygodnym, poręcznym etui z czarnej skóry. Przyjaciele jeszcze nigdy nie wiedzieli orka z takim zachwytem w oczach – Mabufang przysiągłby że w oczach zielonoskórego błysnęła prawdziwa łza szczęścia. Wolał się jednak tym nie chwalić obawiając się, że Dargoth podziękowałby mu za to jedną z chromowanych zabawek z jego nowego ekwipunku.

Gdy oglądali swe łupy nagle z kąta sali dobiegł ich dziwny dźwięk. Po chwili z ciemności wychynął stwór – nieumarły, w legendach zwany zombie … Drużyna bez słowa dała drapaka ryglując za sobą drzwi. Z żywymi można sobie walczyć jak wielu by ich nie było – ale z nieumarłymi to inna sprawa … Kiedy żwawym krokiem oddalili się od tego straszliwego miejsca przed ich oczyma pojawiło się światło … jakieś szczeliny w ścianie … Tzinhorn, jako zwiadowca poszedł to zbadać – podszedł do ściany i przyłożył oko do otworu w ścianie …

W dużej Sali, bogato zdobionej najwyraźniej Sali Tronowej znajdowało się kilka osób. Tzinhorn zauważył postać siedzącą na tronie i dwóch gwardzistów obok niego. Wtedy usłyszłą słowa:
- Widszisz Kahimie – to nie było takie trudne. Już wkrótce przestaną mnie nękać …
- Tak, Panie …
Tzinhorn wycofał się do przyjaciół by podzielić się z nimi tym, co zaobserwował. Już po chwili role były podzielone a drużyna za ścianą gotowa do ataku. Najpierw Tzinhorn wystrzelił strzałę ze łuku otrzymanego on Alrahima. Strzał był celny i przybił postać siedzącą na tronie do niego. W tym samym momencie ściana runęła. Oczom napastników ukazały się postacie czterech gwardzistów. Dargoth poczuł się jak w swoim żywiole – rzucił latarnią w kierunku zaskoczonych żołnierzy – dwóch z nich zapłonęło jak żywe pochodnie. Tzinhorn najpierw z łuku a potem jeszcze rzucając sztyletem próbował zabić postac po prawej. Bezskutecznie – dopiero strzał Mabufanga z kuszy zabił go przebijając bełtem czaszkę na wylot. Zanim padło ciało do drugiego ze strażników dopadł Dargoth rozcinając go jednym ciosem topora na pół. Tzinhorn i Mabufang strzelili do płonących dwóch strażników – obaj chybili ale Dargoth w szale ataku rzucił się na ludzkie pochodnie i znów zamachnął się z toporem … W ułamku sekundy krew trysnęła z dwóch jednocześnie przeciętych ciał i walka była skończona. Tylko Dargoth był nieco zły na siebie bo zabijając gwardzistów pozbawił się przyjemności wykorzystania niedawno zdobytego zestawu narzędzi.

Z ciemności wybiegł Kahim krzycząc:
- Dziękuję! Uratowaliście mnie …
- Zamknij się! Wszystko słyszeliśmy …
- Ale …
- Milcz! Dargoth – zwiąż go… - Mabufang wydał rozkaz a ork wykonał go natychmiast szczerząc zęby – jednak nie wszystko stracone …

Drzwi do Sali Tronowej otworzyły się z trzaskiem i do środka wpadł Alraham z grupą żołnierzy – zatrzymali się przed tronem i zwłokami Marvo.
- Jednak wykonaliście swoje zadanie …
- Tak. I mamy jeszcze ptaszka który Cię zdradził
- Ja nie zdradziłem! – krzyczał przerażony Kahim
- Doprawdy? Dargoth – jest Twój – powiedział Mabufang, a Alraham tylko skinął głową.

Rozkładanie zestawu zabawek przez Dargotha podziałało zadziwiająco szybko i ork znów musiał obejść się smakiem, gdy Kahim wykrzyczał swe wyznanie winy. Ork już wkurzony zaczął składać swoje narzędzia gdy Alraham powiedział:
- Zdrady nie można wybaczać! Dargoth – czyń swą powinność.
Zanim przyjaciele opuścili Salę Tronową Mabufang znalazł ukryty przy tronie miecz – na którym wyryte były słowa „Światło” i „Władza” po obu stronach klingi.

- Będziesz nosił imię Honkui – i będziesz mi wiernie służył powiedział Mabufang unosząc miecz do góry …

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz