Drużyna wyruszyła w podróż do Lieberpesti w swoim
nowozdobytym slupie „Delarine”. Na samym początku rejsu okazało się, że
Tzinhorn raczej do doświadczonych matrosów nie należy i przez całą drogę rzygał
jak kot.
Kiedy Morgan zameldował w kubryku że zbliżają się do
Lieberpestii, drużyna wyszła na pokład. Po chwili Mabufang powiedział do reszty:
- Czy mi się wydaje, czy na horyzoncie widać jakieś dymy?
- Tam właśnie jest Leberfest – zwrócił uwagę Morgan
- Coś się tam dzieje – może nie będziemy się afiszować
wpływając do portu na pełnych żaglach?
- Znam tu niedaleko spokojną zatoczkę, gdzie można spokojnie
wylądować bez zwracania większej uwagi – dorzucił Morgan.
Po wylądowaniu drużyna ruszyła do miasta, jednak kiedy
zbliżyli się do bram miasta zauważyli, że te są zamknięte a w pobliżu kręcą się
żołnierze w szkarłatnych mundurach. Tzinhorn ruszył na zwiady. Przy bramie
zauważył, że na blankach ukryte są zwłoki ubrane w nieznane mu mundury w
barwach czarnych i białych. Było już za późno na odwrót gdyż zainteresowali się
nim strażnicy. Po krótkim przesłuchaniu kiedy już oglądał się przez ramię jakby
tu dać drapaka niespodziewanie jeden ze strażników rozpoznał ich i powiedział
że jest od Alrahama.
Przedstawił im sytuację – Marvo dokonał przewrotu w mieście
i teraz rządzi samodzielnie w mieście, urzędując w pałacu i obiecał zaprowadzić
go do Alrahama. Po drodze do niego cała grupa napatoczyła się na żołnierza w
widzianym już wcześniej czarno-białym mundurze. Ponieważ żołdak był nieco
wstawiony, wokoło nie było żywej duszy, a Dargoth od dawna nikomu nie przywalił
– teraz się nie powstrzymał. Po kilku ciosach wojak siedział lekko ogłuszony,
związany w jakiejś komórce przy bocznej uliczce.
Po niedługim ale dość intensywnym przesłuchaniu, w którym
najpierw wojak stracił kilka zębów, potem odrzucił ofertę i ostatecznie
skończył rozpłatany toporem Dargotha. W efekcie przesłuchania dowiedzieli się,
że Marvo mianował się królem, a jego obstawę stanowi czterech Gwardzistów
którzy nie odstępują go na krok. Ich znakiem rozpoznawczym są złote maski i
znane już mundury.
Kiedy wreszcie drużyna dotarła do kwatery Zakonu zajął się
nimi Zbrojmistrz Wulf, który zaprowadził ich do samego Alrahema zajętego wydawaniem
rozkazów swoim oddziałom. Na widok ekipy zwrócił się do nich:
- Cieszę się, że Was widzę. Pewnie myśleliście, że nie
wiedzieliśmy o Waszej wyprawie do Dalii ale spokojna głowa – nasi telepaci wszystko
nam powiedzieli …
- To powiedzieli też, że zamierzamy Wam pomóc więc możemy skończyć
tę konwersację i zająć się robotą, którą mamy do wykonania … - Mabufang
- Słusznie – nikt z nas nie ma czasu. Omówmy więc plan –
dziś wieczorem szturmujemy twierdzę, przydacie się … - zaczął Alraham …
- A może jednak zrobimy to inaczej … z całej naszej trójki
do szturmowania murów twierdzy nadaje się tylko Dargoth. Za to jako cała ekipa
mamy inne umiejętności, które można byłoby wykorzystać lepiej niż frontalny
atak … - zaprotestował Mabufang.
- Co proponujecie?
- Może jest jakieś inne wejście, którym moglibyśmy się wślizgnąć
…
- W sumie jest. Ale niebezpieczne – od strony klifu do
pałacu prowadzą stare tunele … Ale nikt tam od dziesiątków lat nie zaglądał –
tam dzieją się dziwne rzeczy wtrącił Wulf …
- Skoro to jedyna szansa … - pójdziemy tamtędy zadecydował
Mabufang
- Weźcie ze sobą ten łuk – to „Strzał Wolności” – przebije każdą
zbroję …
Po kilku godzinach korzystając z ciemności „Delarine”
podpłynęła do klifów przy pałacu. Tzinhorn korzystając ze swej zręczności wspiął
się na skały i pomógł wejść reszcie drużyny. Na górze spiskowcy natknęli się na
zamknięte stare wrota. Korzystając z wytrycha Tzinhorn otworzył je i wprowadził
przyjaciół do środka. Za drzwiami korytarz wionął ciemnością i
niebezpieczeństwem. Po kilku krokach znaleźli pochodnie i kiedy rozpalili je
ich oczom ukazał się przerażający widok – ogromna sala wypełniona różnymi urządzeniami
do zadawania bólu – klasyczna sala tortur. Wszędzie walały się kości, czaszki a
co gorsza na niektórych urządzeniach, których przeznaczenia można było się
tylko domyślać, leżały zwłoki … niek™óre niestety całkiem świeże …
Pomimo ponurego otoczenia drużyna przeszukała salę –
Mabufang znalazł magiczną tarczę, Tzinhorn sakiewkę z 25 sztukami złota, a
Dargoth nie posiadał się z radości podziwiając swój piękny zestaw małego
torturmistrza – kilkadziesiąt noży, igieł, dłut, obcęgów, zgniataczy i innych
drobnych – wszystko pięknie zapakowane w wygodnym, poręcznym etui z czarnej
skóry. Przyjaciele jeszcze nigdy nie wiedzieli orka z takim zachwytem w oczach –
Mabufang przysiągłby że w oczach zielonoskórego błysnęła prawdziwa łza
szczęścia. Wolał się jednak tym nie chwalić obawiając się, że Dargoth podziękowałby
mu za to jedną z chromowanych zabawek z jego nowego ekwipunku.
Gdy oglądali swe łupy nagle z kąta sali dobiegł ich dziwny
dźwięk. Po chwili z ciemności wychynął stwór – nieumarły, w legendach zwany
zombie … Drużyna bez słowa dała drapaka ryglując za sobą drzwi. Z żywymi można
sobie walczyć jak wielu by ich nie było – ale z nieumarłymi to inna sprawa … Kiedy
żwawym krokiem oddalili się od tego straszliwego miejsca przed ich oczyma
pojawiło się światło … jakieś szczeliny w ścianie … Tzinhorn, jako zwiadowca
poszedł to zbadać – podszedł do ściany i przyłożył oko do otworu w ścianie …
W dużej Sali, bogato zdobionej najwyraźniej Sali Tronowej
znajdowało się kilka osób. Tzinhorn zauważył postać siedzącą na tronie i dwóch
gwardzistów obok niego. Wtedy usłyszłą słowa:
- Widszisz Kahimie – to nie było takie trudne. Już wkrótce
przestaną mnie nękać …
- Tak, Panie …
Tzinhorn wycofał się do przyjaciół by podzielić się z nimi
tym, co zaobserwował. Już po chwili role były podzielone a drużyna za ścianą
gotowa do ataku. Najpierw Tzinhorn wystrzelił strzałę ze łuku otrzymanego on
Alrahima. Strzał był celny i przybił postać siedzącą na tronie do niego. W tym
samym momencie ściana runęła. Oczom napastników ukazały się postacie czterech
gwardzistów. Dargoth poczuł się jak w swoim żywiole – rzucił latarnią w
kierunku zaskoczonych żołnierzy – dwóch z nich zapłonęło jak żywe pochodnie. Tzinhorn
najpierw z łuku a potem jeszcze rzucając sztyletem próbował zabić postac po
prawej. Bezskutecznie – dopiero strzał Mabufanga z kuszy zabił go przebijając bełtem
czaszkę na wylot. Zanim padło ciało do drugiego ze strażników dopadł Dargoth
rozcinając go jednym ciosem topora na pół. Tzinhorn i Mabufang strzelili do
płonących dwóch strażników – obaj chybili ale Dargoth w szale ataku rzucił się
na ludzkie pochodnie i znów zamachnął się z toporem … W ułamku sekundy krew
trysnęła z dwóch jednocześnie przeciętych ciał i walka była skończona. Tylko
Dargoth był nieco zły na siebie bo zabijając gwardzistów pozbawił się
przyjemności wykorzystania niedawno zdobytego zestawu narzędzi.
Z ciemności wybiegł Kahim krzycząc:
- Dziękuję! Uratowaliście mnie …
- Zamknij się! Wszystko słyszeliśmy …
- Ale …
- Milcz! Dargoth – zwiąż go… - Mabufang wydał rozkaz a ork
wykonał go natychmiast szczerząc zęby – jednak nie wszystko stracone …
Drzwi do Sali Tronowej otworzyły się z trzaskiem i do środka
wpadł Alraham z grupą żołnierzy – zatrzymali się przed tronem i zwłokami Marvo.
- Jednak wykonaliście swoje zadanie …
- Tak. I mamy jeszcze ptaszka który Cię zdradził
- Ja nie zdradziłem! – krzyczał przerażony Kahim
- Doprawdy? Dargoth – jest Twój – powiedział Mabufang, a
Alraham tylko skinął głową.
Rozkładanie zestawu zabawek przez Dargotha podziałało
zadziwiająco szybko i ork znów musiał obejść się smakiem, gdy Kahim wykrzyczał
swe wyznanie winy. Ork już wkurzony zaczął składać swoje narzędzia gdy Alraham
powiedział:
- Zdrady nie można wybaczać! Dargoth – czyń swą powinność.
Zanim przyjaciele opuścili Salę Tronową Mabufang znalazł
ukryty przy tronie miecz – na którym wyryte były słowa „Światło” i „Władza” po obu
stronach klingi.
- Będziesz nosił imię Honkui – i będziesz mi wiernie służył
powiedział Mabufang unosząc miecz do góry …
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz