Śmiertelne żądło
Kiedy po podziemnych przygodach przyjaciele powrócili do
karawany i zdawali relację ze swej przygody Igorowi od strony obozowiska
usłyszeli krzyki wskazujące na niezwykłe podniecenie zazwyczaj spokojnych
poganiaczy wielbłądów. Kiedy wszyscy pędem znaleźli się przy wielbłądach okazało
się że bukłaki z wodą są puste … i poprzecinane jakimś ostrzem.
Karawana była kilka dni drogi od oazy i tyleż od granic
pustyni, gdzie na sawannie można było znaleźć jakieś źródła wody. Tymczasem
jednak tkwili w palącym słońcu na pustyni. Nie tracąc więc czasu na jałowe
rozważania ruszyli w drogę – decydując się nie zawracać z drogi i ruszać w
kierunku sawanny – choć pewności na znalezienie wody nie mieli ale nie chcieli
również ryzykować zagłębiania się w pustynię bez żadnych zapasów wody.
Zbliżał się wieczór ale karawana nie zatrzymywała się –
podróż nocą po pustyni była lżejsza, choć nie pozbawiona niebezpieczeństw.
Jasno świecące gwiazdy wskazywały kierunek ale istniało niebezpieczeństwo wpakowania
się w lotne piaski. Dlatego też przed karawaną wyruszył Karas który korzystając
ze swych magicznych mocy odnajdywał niebezpieczeństwa. Tym razem jednak nie
dość że jako przewodnik uniknął niebezpieczeństw, to jeszcze odnalazł
opuszczoną studnię, w której co prawda wody nie było ale na jej dnie znajdował
się wilgotny piasek wskazujący na możliwość dokopania się do życiodajnego
płynu. Tak też się stało po kilku godzinach kopania na dnie pojawiła się mała
kałuża i przy pewnej dozie cierpliwości udało się napełnić jeden z bukłaków
wodą i napoić zwierzęta i siebie. Przy studni zapewniającej minimum egzystencji
pozostali jeszcze do końca następnego dnia by znów ruszyć pod osłoną nocy.
Resztę dnia Karas spędził na studiowaniu jednej z
krasnoludzkich ksiąg wyniesionych z podziemi – wyczytał w niej wielce
interesujący opis krainy nie tylko żyznej i oferującej więcej niż godne warunki
do osiedlenia, ale również pełnej naturalnych bogactw – szlachetnych kamieni i
złota. Droga do krainy opisana była niezrozumiałym językiem – tak jakby ktoś
chciał tę wiedzę przed czytającym zwykłym śmiertelnikiem ukryć, jednocześnie
dając wskazówki dla wtajemniczonych. Jasne było tyko to że kraina ta znajduje
się na zachód od brzegów Lieberpestii. W innym wypadku być może Karas
potraktowałby ten opis jako kolejną legendę, jakich wiele w księgach, ale
okoliczności zdobycia ksiąg dawały mu do myślenia … może to więcej niż legenda …
Dodatkowo w księdze Karas znalazł wzmiankę o magicznych
właściwościach tajemniczych wymiarów żywiołów. Choć wiele stronic poświęconych
żywiołowi ognia Karasowi udało się odczytać to jednak sygnał do wyruszeniu w
dalszą drogę przerwał mu studiowanie księgi zanim zgłębił tętajemnicę.
W drodze przyjaciele wraz z Igorem odsunęli się nieco od
reszty karawany i zaczęli rozważać zdarzenia ostatnich dni – w szczególności
sabotaż zapasów wody. Bo że był to sabotaż nie ulegało wątpliwości. Uradzili że
przy najbliższej okazji opuszczą karawanę by później spotkać się w umówionym
miejscu a po drodze zaobserwować kto z poganiaczy i członków karawany podąży
ich śladem.
Gdy więc dotarli do skraju pustyni i rozbili obóz przy
pierwszym napotkanym wodopoju wieczorem obwieścili głośno, że następnego dnia
drużyna opuszcza karawanę. Później jeszcze Karas znów zniknął z księgą i tylko
z kierunku, w którym podążył co jakiś czas dochodziły dźwięki niczym wystrzały,
a ciemność rozświetlały błyski – jak się potem okazało Karas w księdze wyczytał
zaklęcie, które pozwalało mu z jego kostura wydobywać niewielkie acz bardzo
niebezpieczne błyskawice.
Następnego dnia z rana drużyna zgodnie z zapowiedzią
opuściła karawanę i ruszyła wprost na północ podczas gdy Igor ze swymi ludźmi
kręcił na północny zachód w kierunku portu Loneestia.
Kolejny dzień podróży minął w komfortowych już teraz warunkach
bowiem, żar pustyni ustąpił już normalnym temperaturom, a krajobraz z
piaskowego przeplatanego piaskiem, zmienił się w jakże słodki widok traw a
nawet czasem krzewów czy pojedynczych drzew. No relaksik po prostu ;-) Pod
wieczór drużyna rozbiła obóz nad małym strumykiem w rzadkim zagajniku, zapewniającym
drewno na opał do ogniska, i możliwość sklecenia wygodnego posłania z traw.
Gdy przyjaciele siedzieli przy ognisku Karas usłyszał
podejrzany szelest z pobliskich krzaków. Nie dając po sobie poznać odszedł na
stronę udając że udaje się na spoczynek by potem zniknąć w ciemnościach i po chwili
wrócić do ogniska – tym razem na pół niosąc na poł pchając przed sobą wyciągniętego
z krzaków małego człowieczka, w którym wkrótce rozpoznali jednego z członków
karawany Igora.
Już po pobieżnym przeszukaniu nieznajomego drużyna pozbyła
się wątpliwości – miał on bowiem przy sobie zakrwawiony nóż i sakwę ze złotem z
inicjałami Igora. Po krótkim, acz bardzo intensywnym przesłuchaniu, poznali
całą historię – Bronthorst, bo tak się zwał zbrodniarz przyznał się do
zamordowania Igora. Przyznał, że jest agentem Darloga, i że karawanie spotkanej
w oazie przekazał list do niego, opisujący ich ucieczkę. Drużyna bez skrupułów postanowiła
odpłacić agentowi za śmierć Igora tym samym – jego śmierć była jednak lekka.
Bez wahania i skrupułów drużyna rozdzieliła zrabowane Igorowi
złoto, który nie miał rodziny, a z pewnością wspomógłby ich wyprawę z
wdzięczności za ich dotychczasową pomoc. O świcie zaś drużyna wyruszyła – po nocnej
naradzie postanowili udać się na północ do Golden Forge.
Po kilku dniach podróży zaczęli wspinać się po zboczach
skalistej góry. Gdy wędrowali wąską drogą wijącą się po stromym, skalnym zboczu
co chwila mierzyli się z widokiem bezdennej przepaści … I w chwili gdy ścieżka
była wyjątkowo wąska a urwisko wyjątkowo głębokie, z naprzeciwka wychynęła
grupa zgraja obrośniętych, groźnie wyglądających ludzi.
Obie strony stanęły naprzeciw siebie i nikt nie chciał
zgodzić się by mijać przybyszy od strony przepaści. Nie strach ale zwykła nieustępliwość
były tego przyczyną i widać było że nikt nie odpuści … krok po kroku obie grupy
zbliżyły się do siebie tak blisko że w końcu prowadzący drużynę Krazug zaczął
przepychać się z jednym z oprychów. Ten mimo potężnej postury po prostu odbił
się od twardego jak skała orka, a następny narwaniec nie dość że się odbił, to
jeszcze padając nieszczęśliwie spowodował osuwisko w którym nagle znalazła się
cała grupa …
Zginęliby niechybnie gdyby nie reakcja drużyny – szybka reakcja
Krazuga i kolegów, podana lina i pomocna dłoń pozwoliły uratować niedawnych
przeciwników od niechybnej śmierci … Okazało się, że przybysze nie mieli
wrogich zamiarów a przepychanka tylko przez przypadek zakończyła się niemal
tragicznie … Z wdzięczności zaś za uratowanie życie drużyna została zaproszona do
pobliskiej jaskini, będącej tymczasową siedzibą nowopoznanej ekipy.
Po wieczerzy, którą podzielili się z drużyną nowopoznani
znajomi, wszyscy udali się na spoczynek. Pomimo serdecznych całkiem relacji
przy wieczerzy przed spaniem obie grupy dyskretnie wyznaczyły sobie warty, bo i
na nadmiar zaufania do siebie jednak nie narzekali.
Gdy zapadła nocna cisza z głębi jaskini zaczęły dobiegać
tajemnicze dźwięki – coś niby chrobot, niby stukanie … Zaciekawiona drużyna,
poza Krazugiem, który akurat miał wartę, a jednocześnie najmniej chęci na nocne
eskapady ruszyła w głąb jaskini … po przeciśnięciu się między kilkoma
szczelinami nagle znaleźli się w ogromnej komorze jaskini …
Zanim zdołali się rozejrzeć z ciemności w ich stronę wysunęła
się przerażająca postać olbrzymiego skorpiona (siła 3, zręczność 5, umysł 1, HP
12, kolec jadowy). Potwór wielkości dużego człowieka z dwumetrowym ogonem
zakończonym ogromnym kolcem jadowym zbliżał się do przyjaciół błyskawicznie i bynajmniej
nie wyglądał na chętnego do zaprzyjaźniania się … raczej sprawiał wrażenie
morderczej maszyny niż domowego zwierzątka …
Karas próbując strzelić nowopoznanym zaklęciem w bestię w
krytycznym momencie pomylił słowa zaklęcia i błyskawica trafiając skorpiona
trafiła również rykoszetem pod nogi drakonida, który wijąc się w bólu leżał teraz
ciężko ranny na posadzce jaskini … Skorpion choć najwyraxniej również ranny
zaatakował pozostałych przyjaciół. Victor i Gimli nie mając czasu by pomóc
przyjacielowi jednocześnie wystrzelili ze swych łuków i kusz wiele krzywdy mu
nie zrobili, ale również atak skorpiona nie zrobił im krzywdy. Wydarzenia
potoczyły się błyskawicznie – ciosy miecza Gimliego, bełty kuszy Victora i
kolec skorpiona błyskały przez chwilę, gdy w końcu ranny Karas wreszcie
poprawnie wypowiadając zaklęcie wystrzelił z kostura i ostatecznie zabił bestię
… Walka była kończona lecz Karas krwawił obficie i potrzebował pomocy.
Przyjaciele mieli się już wycofać, ale postanowili że spróbują szybko
przeszukać salę, licząc że bestia pilnowała skarbu … Okazało się jednak że
skarbu nie było. Za to w kierunku przyjaciół ruszył drugi skorpion … Nie
czekając na rozwój wypadków Victor wziął nogi za pas, a Gimli ruszył za nim
ciągnąć ze sobą rannego Karasa …
Drużyna wpadła do obozowiska krzycząc - Uciekać! Ratuj się
kto w może! I wkrótce obie ekipy w panice i nieładzie wybiegły z jaskini w mrok
nocy …
Po intensywnym biegu przyjaciele zziajani wreszcie stanęli i
ciężko dysząc wyjaśnili Krazugowi sytuację. W tym czasie Karas mamrotał
uzdrowicielskie zaklęcia, które zasklepiły jego rany i pozwoliły normalnie
funkcjonować …
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz